?

Log in

książki 2016

Pióra Japończyków:

Kobo Abe - Kobieta z wydm
Ryunusuke Akutagawa, Atsushi Nakajima – Niesamowite opowieści z Chin
Ryunusuke Akutagawa - Życie pewnego szaleńca i inne opowiadania
Sawako Ariyoshi - Lata mroku
Chrestomatia współczesnych opowiadań japońskich

Osamu Dazai -
Zmierzch
Osamu Dazai - Zatracenie
Kaori Ekuni -Błysk szczęscia
Enchi Fumiko – Onnazaka. Droga kobiety

Ichiyo Higuchi - Na rozstaju. Wybór opowiadań
Japońska księga duchów i demonów. Zbiór historii dawnych i obecnych Konjoaku Monogatari
Yasunari Kawabata
- Meijin - mistrz go
Yasunara Kawabata - Śpiące piękności. Tysiąc żurawi**
Hiromi Kawakami –
Nadepnęłam na węża
Hiromi Kawakami - Manazuru
Hiromi Kawakami - Pan Nakano i Kobiety
Hiromi Kawakami - Sensei i miłość
Rei Kimura – Motyl na wietrze
Natsuo Kirino – Prawdziwy świat
Natsuo Kirino - Wyspa Tokio
Natsuo Kirino - Ostateczne wyjście
Katsu Kokichi - Spowiedź Samuraja
Yukio Mishima – Zimny płomień
Tsuneyuki Mohri - Tęcza nad piekłem*
Haruki Murakami –
Norwegian Wood**
Haruki Murakami – Wszystkie dzieci boże tańczą
Haruki Murakami – O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu**
Haruki Murakami – Kafka nad morzem
Haruki Murakami – Koniec Świata i Hard-boiled Wonderland
Haruki Murakami – Przygoda z owcą
Haruki Murakami – Na południe od granicy, na zachód od słońca
Haruki Murakami – Po zmierzchu
Haruki Murakami – Sputnik Sweatheart
Haruki Murakami – Ślepa wierzba i śpiąca kobieta
Haruki Murakami – Kronika ptaka nakręcacza
Haruki Murakami – 1Q84 tom 1
Haruki Murakami – 1Q84 tom 2**
Haruki Murakami – 1Q84 tom 3**
Haruki Murakami - Tańcz, tańcz, tańcz
Haruki Murakami – Zniknięcie Słonia
Haruki Murakami – Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa
Haruki Murakami – Słuchaj pieśni wiatru. Flipper roku 1973
Haruki Murakami – Mężczyźni bez kobiet
Ryu Murakami – Dzieci ze schowka
Kaizan Nakazato - Miecz zagłady
Soseki Natsume -
Jestem kotem
Soseki Natsume - Panicz
Soseki Natsume - Wrota*
Yoko Ogawa -
Miłość na marginesie
Yoko Ogawa - Muzeum Ciszy
Yei T. Ozaki - Wojownicy dawnej Japonii i inne opowiadania
Yei T. Ozaki - Kochankowie dawnej Japonii
Yei T. Ozaki - Baśnie japońskie*
Ruth Ozeki - W poszukiwaiu istoty czasu
Ihara Saikaku - Żywot kobiety swawolnej
Miki Sakamoto -
W cieniu kwitnących wiśni
Masahiko Shimada - Wyrok śmierci na życzenie
Sei Shonagon - Zapiski spod wegłowia, czyli notatnik osobisty
Yoko Tawada -
Fruwająca dusza
Shoko Tendo – Księżyc Yakuzy
Eimi Yamada – Oczy mojego kochanka
Taichi Yamada - Obcy
Taichi Yamada – W pogoni za dalekim głosem
Banana Yoshimoto - Tsugumi**
Banana Yoshimoto - Kuchnia**


Inni o Japonii:

Jake Adelstein - Zemsta Yakuzy. Mroczne kulisy japońskiego półświatka
Jesse Ball – Kiedy zapadła cisza
Joanna Bator – Japoński wachlarz
Joanna Bator – Rekin z parku Yoyogi
James Segiun de Benneville - Yotsuya Kaidan - Opowieść o duchu z Yotsui
Marcin Bruczkowski –
Bezsenność w Tokio
Marcin Bruczkowski – Zagubieni w Tokio
Marcin Bruczkowski – Radio Yokohama
Marcin Bruczkowski – Powrót niedoskonały
Rino Cammilleri - Krucyfiks Samuraja
Aly Cha - Zanim przekwitną wiśnie
Liza Dalby - Opowieść Murasaki
Lesley Downer –
Madame Sadayakko. Gejsza, która uwiodła zachód
Lesley Downer – Ostatnia konkubina
Lesley Downer - Kurtyzana i Samuraj
Lesley Downer - Córka samuraja
Will Ferguson - W drodze na Hokkaido
Paul Glynn - Japonia na kolanach
Anna Ikeda - Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji
Lea Jacobson – Amerykańska Gejsza
Mary McNeil Fenollosa - Malarz smoków
Amelie Nothomb –
Z pokorą i uniżeniem i inne powieści
Rebecca Otowa - W Japonii, czyli w domu
Richard Lloyd Parry – Ludzie, którzy jedzą ciemność. Prawdziwa historia o dziewczynie, która zaginęła w Tokio i o złu, które ją pochłonęło
Wacław Sieroszewski – Miłość i śmierć. Opowieści z Japonii.
Alan Spence – Czysta Ziemia
Gail Tsukiyama – Ulica Tysiąca Kwiatów

To nie proza:

Dorota Barańska - Brak absolutu. Pojęcia dobra i zła w japońskiej popkulturze
Roland Barthes - Imperium znaków
Ruth Benedict - Chryzantema i miecz. Wzory kultury japońskiej*
Piotr Bernardyn -
Słońce jeszcze nie wzeszło. Tsunami. Fukushima
Basil Hall Chamberlain – Mity Ainów
Iris Chang – Rzeź Nankinu
Dzieje 47 roninów w obrazach*
Joy Hendry - Japończycy. Kultura i społeczeństwo
Tomasz Karaś, Teruji Suzuki -
Prawo japońskie
Donald Keene - Narodziny japońskich tradycji. Yoshimasa i Srebrny Pawilon*
Agnieszka Kluczewska-Wójcik - Japonia w kulturze i sztuce polskiej końca XIX i początków XX wieku*
Anna Korpalska - Lis w kulturze Japonii*
Elżbieta Kostowska-Watanabe –
Zmiany społeczne w Japonii w XIX i XX wieku. Wybrane zagadnienia
Wiesław Kotański - Dziesięć Tysięcy Liści
Wiesław Kotański - W kręgu shintoizmu. Tom 1: Przeszłość i jej tajemnice
Agnieszka Kozyra - Mitologia japońska
Krzyszfor Loska - Nowy film japoński
Krzyszfor Loska - Mistrzowie kina japońskiego
Krzysztof Loska (red.) - Adaptacje literatury japońskiej*
Rumiko Shiraishi Manako, Odile Carton, Lila Dias - Ikebana. Japońska sztuka układania kwiatów**
Jean-Luis Margolin - Japonia 11937-1945 Wojna Armii Cesarza*
Mikołaj Melanowicz - Historia literatury
japońskiej
Iwona Merklejn – Brat Zeno Żebrowski. Polski misjonarz w japońskich mediach**
Piotr Milewski - Dzienniki japońskie. Zapiski z roku Królika i roku Konia
Anna Nasiłowska - Wolny agent Umeda i druga Japonia
Lech Z. Niekrasz -
Chopin gra w duszy japońskiej
Emiko Ohnuki-Tierney – Dzienniki Kamikadze**
Ewa Pałasz-Rutkowska, Andrzej T. Romer – Historia stosunków polsko-japońskich 1904-1945
Jay Rubin - Haruki Murakami i muzyka słów
Aleksander Śpiewakowski – Samuraje
Henryk Socha – Sake napój samurajów
Henryk Socha – Japonia. Leksykon konesera**
Kunii Takezaki, Bob Godin - Japońska kaligrafia kreska po kresce
Masahiro Tanimori - Praktyczna gramatyka języka japońskiego
Mikołaj Tersa - Japonia na zawsze wyrzeka się wojny. Współczesna sytuacja geopolityczna a japońska polityka bezpieczeństwa
Rafał Tomański –
Tatami kontra krzesła. O Japończykach i Japonii.
Magdalena Tomaszewska-Bolałek – Tradycje kulinarne Japonii
Magdalena Tomaszewska-Bolałek - Zwierzęta zodiaku w kulturze Japonii
Magdalena Tomaszewska-Bolałek - Japońskie słodycze
Conrad Totman - Historia Japonii
Stephen Turnbull - Mongolskie inwazję na Japonię 1274 i 1281. Pierwsze tchnienie "boskiego wiatru"
Stephen Turnbull - Bitwy na Kawanakajimie 1553-1564. Walka samurajów o władzę
Stephen Turnbull - Oblężenie Osaki 1614-1615. Ostatnia bitwa samurajów
Stephen Turnbull - Król w rękach samurajów. Okinawa 1609
Stephen Turnbull - Samurajowie i sacrum
Royall Tyler - Baśnie japońskie
Katsuyoshi Watanabe, Natalia Kuźmicz, Aleksandra Watanuki - Współczesna Japonia w pytaniach i odpowiedziach
Antoni Wolny - Okinawa 1945
Małgorzata Wołodźko - Ogrody w kulturze dawnej Japonii*
Paul Varley - Kultura Japońska
Anna Zielińska-Elliott -
Haruki Murakami i jego Tokio. Przewodnik nie tylko literacki
Estera Żeromska - Japoński teatr klasyczny. Korzenie i metamorfozy tom 1: no, kyogen
Estera Żeromska - Japoński teatr klasyczny. Korzenie i metamorfozy tom 2: kabuki, bunraku
Lingea - Rozmówki japońskie ze słownikiem i gramatyką
Leksykon Cywilizacje, Rossella Menegazzo – Japonia
Przewodniki Wiedzy i Życie – Japonia **

Pozostałe:

Sławomir Koper – Gwiazdy Drugiej Rzeczpospolitej
Maria Niklewiczowa - Bajarka opowiada. Zbiór baśni z całego świata*
Amelie Nothomb –
Tak wyszło
Veronica Roth – Trylogia Niezgodna. Niezgodna Zbuntowana Wierna
Veronica Roth – Cztery. Zanim Tobias poznał Tris
Lisa See – Sieć rozkwitającego kwiatu**
J. R. R. Tolkien – Władca Pierścieni
J. R. R. Tolkien – Niedokończone opowieści
J. R. R. Tolkien – Silmarilion
J. R. R. Tolkien – Hobbit, czyli tam i z powrotem**
J. R. R. Tolkien - Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa
Mo Yan - Obfite piersi, pełne biodra**
Mo Yan - Kraina wódki*
Mo Yan - Zmiany*
Mo Yan - Bum!*
Sun Tzu - Sztuka Wojny. Traktat

*zakupione w 2016
** prezenty

Tags:

Zdjęcia z koncertu pod następującymi linkami:
JAME Polska facebook
Warszawa naszemiasto.pl
Asian Music
Klub Stodoła facebook
Oraz recenzja z koncertu na jame-world.

Setlista:
1. Cruel
2. What's my name
3. Come Alive
4. Secret
5. Selfish love
6. Subarashikana...
7. Calling
8. Cry like this
9. Survive
10. Let go
11. The Others
12. Horizon

13. Mission Impossible theme
14. Futuristic love
15. Day 1

Aura nie była sprzyjająca dlatego zrezygowałyśmy z oczekiwanie przed klubem na otwarcie drzwi. W kolejce przed Stodołą znalazłyśmy się kilka minut po 18stej. Wpuszczanie przebiegało dość sprawnie, szybko posuwałyśmy się przodu.
Po wejściu oczywiście szybka rewizja, nawet moją małą torebkę kazano mi otworzyć. A potem dłuuga kolejka do szatni. Też na szczeście posuwająca się dość sprawnie do przodu.
Po oddaniu kurtek zakręciłyśmy z dziewczynami w kolejkę do sklepiku. Wielkiego wyboru nie było. 3 rodzaje T-shirtów, a w zasadzie 5 jeśli liczyć czarną i białą wersję - z podobizną Miyaviego, z nazwą trasy i z tekstem "The Others". Były jeszcze znaczki/przypinki, ale wyszły dość szybko, czarna bluza, płyta i plakat, ale nie taki fajny jak zdjęcie na bilecie.
Zajęłyśmy miejsce po prawej stronie dość niedaleko sceny, około 3 metrów. Rozmawiając czekałyśmy na support.
Zespół Black Radio zaprezentował się całkiem nieźle. Rockowe kawałki na perkusję, bas i trzy gitary. Pół godzinny występ zleciał bardzo szybko. I zaczęło się przygotowywanie sceny pod gwiazdę wieczoru.
Z lekkim, 5-minutowym opóźnieniem na scenie pojawił się On. MIYAVI. Ciemne obisłe spodnie, biały top pod czarną kurtką. Krósze włosy, energia i uśmiech. Wszystko czego mi brakowało, choć nie zdawałam sobie z tego sprawy.

"Cruel" na albumie nie bardzo mi się podobało. Kojarzyło się z czymś nieMiyaviovym, jakieś bondowskie klimaty. Na żywo było trochę lepiej, choć, a może właśnie dlatego, że wokal nie bardzo był słyszalny. Ale kto o tym myślał. Po półtora roku Miyavi znów był wśród nas. Znów cieszyliśmy oczy jego widokiem, i ładowaliśmy się jego energią (a przynajmniej ja ^^).
W zasadzie nie mogę narzekać na nagłośnienie podczas tego koncertu. Problem miałam tylko z pierwszą piosenką i jedną z kolejnych, gdy Miyavi korzystał z mikrofonu ustawionego po "naszej" stronie sceny.

Potem zagrał swój sztandarowy utwór, przynajmniej od 2011, "What's my Name". O ile na pierwszej piosence towarzystwo obok mnie było dość spokojne, teraz nie ustało w miejscu i skakaliśmy, że hej. A raczej dopóki łydki nie zaczęły mi płonąć. Pomyślałam sobie, że jeśli tak będzie przez cały koncert, to niefajnie. Na szczęście przy kolejnych podskokach, przestawałam skakać już nie z powodu bólu nóg, ale ogólnego wrażenia, że wystarczy, bo inni przestali, albo znów nadepnęłam kogoś za mną. Niestety w tym zamieszaniu, straciłam kontakt z Ismarą, która wraz z Marcikiem wykorzystała lukę i znalazła się w efekcie dwa rzędy przede mną. Cały koncert próbowałam do nich się dostać, ale nie miałam tyle szczęścia i przebicia ^^.

Jedna ze "starych" piosenek zabrzmiałą inaczej niż mam ją w głowie utrwaloną. Miał inny głos. W sumie nie powinno mnie to dziwić, latka lecą. Gackto nie brzmi przecież tak jak kiedyś. Albo mogła to być "nowa" piosenka, ale na żywo brzmiała inaczej niż z albumu... Pozostało w pamięci niejasne wrażenio-wspomnienie.

Czy teraz była przerwa między piosenkami podczas której Miyavi zwrócił się do nas po polsku? "Cześć Warszawa!" "Co słychać?!" "Mam na imię Miyavi". "To Bobo". "Dziękuję". Każda kwestia wywoływała salwy radości. Cudnie było słyszeć jak stara się poprawnie wypowiedzieć słowa, jak mu zależy. Dwukrotnie zaczynał "mam na imię...". Wspaniały moment.

Potem zaprosił nas do tańca i rozległo się "Come Alive" z nowego albumu. Do potańczenia, do poskakania.
Następny był "Secret". Zdaję mi się, że słyszałam, jakoby w Krakowie podczas tej piosenki, działy się ciekawe rzeczy na scenie. Teraz też mogłam nie zauważyć, bo co prawda, gdy się zaczęło miałam widok w porządku, ale pojawili się stosunkowo wysocy ludzie w okolicy. A oni plus wyciągnięte ręce dają w wyniku zasłoniętego tańczącego Miyaviego. Mimo iż nie przepadam za tą piosenką, była fajna.

Miyavi dziękował nam wielokrotnie, za to że przyszliśmy na jego występ. Mówił, że to właśnie fani są powodem dla którego tworzy muzykę. Być może pojawiła się nawet obietnica trasy przy okazji wydania kolejnej płyty... Co tam być może, na pewno. Nie wyobrażam sobie, żeby przy okazji promocji nowego krążka w Europie, Polska nie znalazła się na trasie krajów do odiwedzenia.
Potem powiedział, że normalnie nie gra tej piosenki w tej trasie, ale nie mógł jej nie zagrać tu, w Polsce.
"Selfish Love", którą śpiewając w Gdańsku, zrobiliśmy na Miyavim takie wrażenie, że kojarzy ją z nami. Odśpiewana, odkrzyczana, odskakana. Aż żałuję, że nie odświeżyłam tekstu.

Zaśpiewaliśmy jeszcze po japońsku "Subarashikana...". Mam nadzieję, że ładnie wyszło i zachwyty Miyaviego, że śpiewamy po japońsku, nie wynikały ze zwykłej kurtuazji.

Następnie Miyavi wymienił gitarę na akustyczną. Po wprowadzeniu, słowach które niestety uleciały z mej pamięci, zagrał intro utworu. Pewne nuty brzmiały znajomo, choć zaczęłam słuchać albumu kilka dni przed koncertem, coś zaczynało się kojarzyć, ale trybiki za wolno pracowały. Miyavi zdradził tytuł - "Calling".

Znów gitara elektryczna i piosenka o wielkiej sile w słowach, przynajmniej dla mnie. "Cry like this". Z przyjemnością ją śpiewałam, z zapałem, z radością.
"'Although this world's full of sorrow/ we're smiling through the pain/ we won't let it let it get us down/ just brush it off and start again"
Po skończeniu utworu Miyavi poprosił nas o ponowne odśpiewanie refrenu, a capella. I gdy my śpiewaliśmy on "ilustrował" tekst gestami. Strasznie mi się takie coś podoba - przekład słów na gesty. Uwiódł mnie tym Tatsuro z MUCCa, a teraz Miyavi. Ostatni gest, gdy zmywał z siebie ból... Coś wspaniałego, moment wart utrwalenia w pamięci.

Kolejna piosenka. Na widowni zaczęli głośno tupać, aż drżała podłoga. W glanach to można... I skandować imię Miyaviego. Zagrał kilka nut. Zaczął chodzić w koło po scenie, że też mu się kabel nie zaplątał. W ogóle grał bardziej statycznie niż w Krakowie, wtedy pamiętam co jakiś czas wychylał się techniczny i poprawiał właśnie kabel od gitary. Miyavi sprawiał wrażenie, że rozpiera go energia, aż kipi. Jak i z ludzi zgromadzonych przed sceną.
A potem Miyavi, noszony energią wreszcie stanął i zaczął "Suvive". Którego, przyznaję się, też nie rozpoznałam w pierwszej chwili. Ale, w ramach rekompensaty, starałam się zedrzeć gardło krzycząc, że jestem "wolf surving with love".

Po "Survive" przyszła pora na "Let go". Tego tekstu też nie opanowałam. Czy tylko "tańczyłam" czy i skakałam, któż spamięta. Oj jak chciałabym móc wcisnąć pauzę i zanotować chociażby wrażenia i emocję związane z tą konkretną chwilą. Tu przydałoby się nagranie, ale jak nagrywać i jednocześnie czuć koncert całym sobą?
W Krakowie Miyavi zachwycał mnie podskakując w charakterystyczny dla siebie sposób, tak jakby składał się w pół. Podczas tego koncertu, zauważyłam tylko jeden taki wyskok.

Przed "The Others" Miyavi poruszył temat, który zawsze się pojawia. Że nie ma znaczenia twoja rasa, pochodzenie, że tu jest Polska, a tam daleko Japonia. Jesteśmy jednym. Tyle nas łączy. Pewnie dzięki temu piosenka zabrzmiała fajniej niż gdy słuchałam jej z albumu. Może nie nabrała znaczenia, ale mogłam je poczuć.

To lubię na koncertach. Śpiewasz, fałszujesz, mylisz słowa a i tak nikt cię nie słyszy, nawet ty sama. Podczas tego koncertu dokonałam przełomu w swoich zachowaniach - zdzierałam gardło, krzyczałam z całych sił, i nikt mnie nie słyszał. Chyba tego mi brakowało. Możliwości uwolnienia emocji.

Gdy za chwilę rozległo się "Horizon", ucieszyłam się, bo naprawdę lubię tę piosenkę. Często zdarza mi ją się zaśpiewać. Zwłaszcza gdy gdzieś sobie idę ;-) Zasmuciłam się też lekko, bo wiedziałam, że "Horizon" zakończy koncert, że będzie ostatnia, przynajmniej przed bisem. Dlatego próbowałam dać z siebie wszystko i w skakaniu i w śpiewanie. Bo przecież świat mógłby się za chwilę skończyć.

Po powrocie na scenę Miyavi, w koszulce z nazwą trasy, odebrał polską flagę. Opowiadał, jak to dzień wcześniej chodził po warszawskiej starówce. Mimo iż jest odbudowana i tak poczuł ten klimat. Gdy czekał na taksówkę spotkał chłopaka, który powiedział, że wybiera się na dzisiejszy koncert. Miyavi zapytał go więc ze sceny jak się bawi.
Zaczęliśmy skandować "dzię-ku-je-my". Miyavi nie bardzo wiedział o co chodzi, ale ktoś krzyknął mu, że to "thank you". Więc zmieniliśmy na "a-ri-ga-to".

Jako pierwszy utwór zagrał "temat do Mission Impossible". Miriel, którą chyba o tym nie uprzedziłam prezentując dwa dni przed koncertem nowe utwory jakich możemy się spodziewać, mówiła potem, że była zdezorientowana. Osobiście wolę utwory z tekstem, przynajmniej można ponucić. Choć doceniam kunszt Miyaviego. ^_~
"Futuristic love", ktorej magii nigdy nie zrozumiem.
I "Day 1". Do wyszalenia reszty sił, energi, która jeszcze nam pozostała.

I koniec. Z głośników rozległy się dźwięki "The Others". Miyavi wraz z Bobo przypozowali do zdjęcia na tle publiczności. Niesamowite było ile nagle zrobiło się przede mną wolnego miejsca. Ta kompresja zawsze mnie zadziwia.
Miyavi zaczął się żegnać z publicznością, ze wszystkimi, ale miało się wrażenie że i indywidualnie. Zachęcił nas, dając znak kiedy możemy wejść do odśpiewania refrenu.
"We are The Other, the dreamers and the lovers, we are every colour, we are The Others"
Tańczył, składał ręce w wyrazie podziękowań.
Posłał ostatnie spojrzenie, uśmiech. "I love you" i "kocham was", powiedziane po polsku.

Po chwili stanęłyśmy w kolejce do szatni. Przepukałam gardło łykiem piwa od Ismary. Kurtki i w podróż do Wołomina, bo w poniedziałek do pracy. Udało mi się pójść spać przed północą...
Założyłam nowokupioną koszulkę. To był ten jeden raz kiedy miałam ją na sobie. Pochwaliłam się przed ludźmi w pracy. W czerni wyglądałam dziwnie. Opowiadałam z zachwytem jak było. Wciąż naładowana energią. Gdy koleżanka zapytała mnie do jakiej sekty należę, nawiązując do ubioru, odpowiedziałam, że wyznawców Miyaviego. Że spotykamy się raz w roku w klubie i szalejemy. Bo wierzę, że w 2016, albo na początku 2017 Miyavi znów przyjedzie. Polska już na stałe wpisała się w jego europejską trasę koncertową. Pytanie tylko jakie miasto nawiedzi następnym razem.

Gdy z widocznym entuzjazmem opowiadałam dziewczynom w pracy o Miyavim, zapytały czy lubię go bardziej niż Gackto. Cóż, Miyavi jest bardziej osiągalny, bezpośredni w kontakcie z publicznością. Radość ze spotkania z fanami aż z niego kipi. Nawet w wywiadzie dostępnym na jame-world powiedział, że chciałby żebyśmy uśmiechali się do niego na scenie. Gackto nie ma tej magii, tego uroku uwodzącego rzesze ludzi. Nie-fan G nie bawiłby się dobrze na jego koncercie, a na Miyaviego mogą przecież trafić przypadkowi słuchacze i jest fajnie. Nie jestem na punkcie Miyaviego zafiksowana tak jak było z Gackto, ale udziela mi się ta jego energia, pasja, swoboda.
Potwierdzeniem może być, że kilka dni po tej notatce przysnił mi się koncert Miyaviego w Stodole. Grał, ale byłam zbyt daleko, aby obrze widzieć i słyszeć. Zszedł więc ze sceny i poszliśmy do mojej cioci na wieś. I pokazałam mu jak wygląda prawdziwa stodoła ;-) 

Tags:

Kiepsko u mnie było ostatnio z organizacją czasu. Ale nadchodzący październik będzie tak obfity w wydarzenia, że jeśli nie chcę by okołojapońskie spotkania, w których brałam udział w mijającym roku odeszły do niebytu pamięci, trzeba wyłowić wolne godziny i przeznaczyć je na malowanie słowami tych obrazów.
Na pierwszy ogień Edo. Może jeszcze o wykładach o architekturze wnętrz. Potem chciałabym opowiedzieć sobie i wam o Matsuri, wystawie w Muzeum Narodowym i koncercie instrumentów japońskich. Aż dojdę do, mam nadzieję, już aktualnego wpisu o Miyavim ;-)

Luty miesiącem Edo

W lutym odbyły się w Wydziale Informacji i Kultury Ambasady Japonii trzy spotkania związane z kulturą okresu Edo, jak i samego Edo jako miasta. Związane były one z kulturą mieszczańską, kurtyzanami i kabuki. Były to dwa wykłady i jeden pokaz filmu.

Pierwszy wykład dotyczył kultury mieszczańskiej Edo. Prelegentka: Iwona Kordzińska-Nawrocka opierała się na powieściach twórcy tej epoki - Ihary Saikaku. Saikaku pochodził z rodziny mieszczańsskiej i w swojej twórczości nawiązywał zarówno do dobrze postrzeganej postawy bogacącego się mieszczanina, jak i kontaktów z kurtyzanami.
Wśród cytowanych fragmentów znalazło się m.in. wyliczenie sposobów w jakie mieszczanim może się wzbogacić, jednak nie są one dobrze widziane. Najlepiej było pracować, pracować, pracować, a po 60tce można było już wydawać na kurtyzany ;-)
Pamiętam odziedziczenie po rodzicach, sprzedaż włosów nieboszczyków na peruki.
Z ciekawszych tematów poruszane był jeszcze dowody miłości wymieniane między kurtyzaną a klientem. Ta historia zrobiła furorę w pracy, gdy opowiadałam ją dzień po. Dowody bły stopniowane, od wyznań na piśmie, poprzez podarowane małe paliszki do samobójstwa kochanków.
Oj, niewiele zostało w pamięci. Nawet nie potrafię wymienić pośrednich dowodów, a było ich łącznie pięć. Pozostaje mi uwierzyć swojemu wrażeniu, że było ciekawie. A musiało być, bo w przeciewieństwie do innyc epok, o Edo miałam wiedzę dość ubogą.
Na polskim rynku ukazała się powieść Saikaku "Żywot kobiery swawolnej". To zbiór opowieści powiązanych postacią narratorki, która jako stara pustelnica opowiada dwum odwiedzającym ją mężczyzną, jak sobie swawoliła ;-) Dowiadujemy się na ile przeróżnych sposobów kobiety mogły sprzedawać swoje ciała, a to udając krawcowe, zatrudniając się u mnicha w świątyni, czy też udając mniszki. Nie wspominając o wszystkich szczeblach kariery kurtyzany, które bohaterka zaliczała staczając się coraz niżej przez swój brak chęci utrzymania pozycji. Bo czyż nie, nawet jako kilkudziesięciolatka, nocą z grubym makijażem, mogła trafić na chętnego klienta.

Kolejnym spotkaniem był pokaz filmu pt. "Yajikita dochu Teresuko" (ang. "Three for the Road"), który stanowił połączenie tematów kurtyzan i aktorów kabuki.
Bohaterami filmu są: kurtyzana, rzemieślnik i aktor kabuki. Kurtyzana ze względu na swój wiek przestała być porządana przez bogatych klientów. Z pomocą rzemieślnika wyrabiającego z masy plastycznej małe odciąte paluszki, zgromadziła zapas gotówki i uciekła z pracy. Rzemieślnik podążył z nią, bowiem był w niej zakochany, wyglądała jak jego zmarła żona. Dołączył do nich aktor kabuki, który tak zepsuł przedstawienie, że aż próbował popełnić samobójstwo, a jednocześnie był dobrym znajomym rzemieślnika.
Uciekają we trójkę z Edo kierując się do rodzinnej miejscowości kurtyzany. Trafiają do zajazdu, gdzie pijany aktor wszystkich terroryzuje. W efekcie kończy im się gotówka. Pomagają małemu tanuki, który wraca pod postacią chłopca aby się odwdzięczyć. Kurtyzanę, gdy oddziela się od mężczyzn, doganiają oszukani klienci. Generalnie dużo się dzieje i jest śmiesznie, choć humor specyficznie japoński.

Wykład "Teatr Kabuki - kwiat Edo" wygłoszony przez Igę Rutkowską. Przybliżona została historia powstania teatru kabuki, od widowisk związanych z tańcami, do czasów współczesnych. Liczne ilustracje z drzeworytów a także kilka materiałów filmowych, ułatwiły zrozumienie i wyobrażenie z czym mamy do czynienia.

Marzec z architekturą

W marcu ambasada zorganizowała dwa wykłady dotyczące architektury.

Odwaga kluczem do zabawy - MUCC w Krakowie

Nie udało mi się nagrać nikogo z kim mogłabym spędzić czas przed i po koncercie MUCCa. Trochę się obawiałam, ale raz się żyje. A naprawdę chcę ich zobaczyć i uslyszeć. Moim celem było tak spędzić sam koncert, aby to co będzie się działo przed i po nim nie miało znaczenia. Aby występ zespołu zdominował wspomnienia z wyjazdu.
Udało mi się, ale sytuacja tak się ułożyła, że wcale nie musiałam maskować w pamięci samotnych chwil.
Bo oto czekając na polskiego busa w Warszawie zauważyłam dziewczynę. Wyglądała mi jakoś na fankę, a gdy zobaczyłam na jej torbie wielki napis MUCC wiedziałam. Było co prawda na przystanku jeszcze parę osób, które też wydawały się jechać do Krakowa w tym samym celu, ale po krótkim zbieraniu odwagi podeszłam do pierwszej upatrzonej - Gatt. I udało się! Razem jechałyśmy busem, na dworcu w Krakowie spotkałyśmy znajomą Gatt - Anatę, a potem pod klubem jeszcze jej dwie znajome, przemoczone i zmarznięte, mimo to w świetnych humorach. Dziewczynom bowiem było dane usłyszeć próbę zespołu.
Razem oczekiwałyśmy na wejście, dzięki nim weszłam do klubu w trzeciej piątce po VIPach. Spokojnie wybrałam gadżet w sklepiku - po dość długim namyślę zdecydowałam się na torbę z nadrukiem nazwy zespołu.
Pod sceną zajęłam miejsce z Anatą po prawej stronie naprzeciw Miyi. Dziewczyny były fankami zespołu, nie to co ja, znająca trzy albumy i wizerunek z biletu. Za to teraz wiem, że wokalistą jest Tatsurou, na gitarze gra Miya, na basie Yukke, a za perskusją chowa się Satochi ;-) Gdy przyszłyśmy wcześniej wydawało mi się, że jest niewiele osób, ale jednak ostatecznie sala wyglądała na pełną.

Koncert zaczął się punktualnie o 19.30 i wraz z bisem trwał chyba 2 godziny. A tak w ogóle to nazwa tej trasy to F#CK THE PAST, F#CK THE FUTURE, zaś w Polsce muzycy grali ostatni, finałowy koncert. Zespół wyglądał jak zwykle inaczej niż na bilecie. Tatsurou miał krótkie włosy, w których bardziej mi się podobał niż w długich, Miya zaś bez zarostu wystąpił w kapeluszu. Yukke z blond czupryną, a Satochi? chyba bez zmian.
MUCC zagrali podczas koncertu (setlista za asianmusic.pl):
1. The End of the World
2. Suiren
3. Ender Ender
4. D.f.D - Dreamer from Darnkess
5. G.G
6. WateR
7. 369-Miroku-
8. Ageha
9. Ms. Fear
10. Tell me
11. Pure Black
12. Kyouran Kyousho -21st Century Baby-
13. Nirwana
14. Fuzz
15. Hallelujah
16. Houkou
17. Mr. Liar
I na bis:
18. Saishuu Ressha
19. Ranchuu
20. Mad Yack
21. Tonight
Nie ma co ukrywać, że znajomo brzmiały tylko niektóre, z dwóch ostatnich albumów MUCCa, ale to nie był problem.
Bardzo spodobało mi się rozpoczęcie. Pewnie dlatego, że spodobał mi się pierwszy utwór. Pomyślałam sobie, że świetnie się zaczyna. Może jak zwykle nie skakałam i nie mahałam rękami, ale powiedzmy, że bujałam się w rytm muzyki, co już jest niezwykłe ;-) Do tańca poderwało mnie "Pure Black". Stojąc przy ścianie, dokąd zepchnął mnie jeden typ, podrygiwałam zasłuchana w dobiegające dźwięki.
Żywiołowy koncert, i to nie tylko wśród zgromadzonej widowni skaczącej przy każdej okazji. Patrząc na Tatsurou na scenie, pełnym energii, aż ulewającej się. Mogłabym napisać, że dawno nie widziałam tak poruszającego się muzyka, ale czy widziałam w ogóle. Czysta radość z muzyki.
Chciałabym tak jak kiedyś odnaleźć w pamięci każdą piosenkę i myśli, które mi przyniosła. Ale nie da się. Nie stałam oglądałam jak zwykle, nie notowałam myśli i wrażeń. Mogę tylko napisać, że było naprawdę fajnie. Wcale nie tak głośno jak się obawiałam. Choć niestety były momenty, że tylko patrząc na wokalistę widziałam, że śpiewa do mikrofonu. A najgorsze było, że przed koncertem zaczęła mnie boleć głowa. Więc co jakiś czas, spuszczałam głowę, zamykałam oczy i słuchałam.
W oczekiwaniu na bis miała zabrzmieć śpiewana przez fanów piosenka - Yasashi Uso, której tekst rozdano przed koncertem na kartkach. Niestety cienko wyszło, ale techniczny miał się z czego pośmiać ;-)
Gdy zespół wyszedł w koszulkach z trasy zaczęły się rozmowy każdego z muzyków w publicznością. Tatsurou uczył japońskiego, Miya powiedział, że cieszy się z możliwości zagrania w Polsce, Yukke opowiadział jak to wiele koni mamy w Krakowie, a Satochi wygłosił parę kwestii po polsku m.in. Dobry wieczór, witamy, dziekujemy. Rozbrzmiało i Kochamy was.
Podczas jednej z ostanich piosenek wokalista poprosił wszystkich aby usiedli. Jakoże dla mnie nie było miejsca na podłodze, mogłam rozejrzeć się po sali. A potem na sygnał wszyscy wyskoczyli w górę ;-)
Smutno było kiedy się skończyło. Może nie czułam takiego zawodu jak wtedy gdy dobiegł końca występ Miyaviego w Krakowie, ale i tak, MUCC mógłby jeszcze grać...

Potem zostałam z dziewczynami na afterparty - z komputera przez rzutnik leciały j-rockowe teledyski. Był i Horizon Miyaviego, był i Jesus i Vanilla Gackto. Po północy zamówiłam taksówkę i pojechałyśmy na dworzec. I z powrotem do Warszawy.
Po wejściu do mieszkania w Wołominie, ogarnęłam się szybko i położyłam się spać. Nie ma jak urlop po koncercie ;-)